Świat szarzeje, kiedy odchodzi ktoś, kogo zdążyliśmy polubić bardziej niż trochę. Nie pomagają rozsądne tłumaczenia dobrych ludzi, bo nasz rozsądek jest chory na poczucie niesprawiedliwości.
Może lepiej byłoby nie przywiązywać się do nikogo, nie liczyć, że zawsze usłyszymy życzliwe:
„No i co tam u ciebie?”
Jak zawczasu przyzwyczajać się do tego, że ludzie odchodzą, aby potem nie płakać, kiedy już ich zabraknie?
Może najłatwiej byłoby nie przywiązywać się do nikogo, nikogo nie potrzebować i wtedy nie będzie bólu, kiedy przyjdzie czas rozstania?
Wkurza mnie to, że jeśli kogoś lubimy, kochamy, szanujemy, to cierpimy kiedy odchodzi,
tak jakbyśmy dostawali karę za to, że mieliśmy szczęście kogoś takiego poznać.
Czy to znaczy, że jeśli nie będziemy nikogo kochać, lubić i szanować, to nie będziemy cierpieć przy rozstaniach?
zakładka
Właściwie to trudny dla mnie temat, bo połowa moich dobrych znajomych to mężczyźni, ale skoro już mam taki blog, na którym piszę co mnie wkurza, to może warto tu wylać trochę tej złości, aby się nie przelała we mnie.
Przez ten sexskandal polityczny, jakoś zbyt obrzydliwy aby o nim nie słyszeć, rośnie we mnie wstręt do mężczyzn.
Ostatnio też sporo w gazetach artykułów o tym, że kobieta to dużo gada (jestem przykładem tego gadulstwa), a facet nie słucha, milczy i przeciętnie co 52 sekundy myśli o seksie. To chyba przegięcie z tymi sekundami. Nie chce mi się wierzyć w taką częstotliwość, ale jak tu z nimi gadać o czymkolwiek, jeśli są tak zaprogramowani na seks?
I jakoś nie pomaga mi tłumaczenie sobie, że kobiety w tym skandalu też nie są bez winy - pewnie solidarność jajników się we mnie odezwała - ale nie na tyle silna, aby te baby usprawiedliwiać.
Na szczęście to obrzydzenie mam, póki co, jedynie do polityków, ale co będzie jak się złość we mnie rozleje na wszystkich facetów?
Szkoda byłaby wielka, bo mam kilku dobrych kolegów, z którymi chciałabym jeszcze czasem pogadać.
zakładka
straczy już wkurzania się
starczy już martwienia się
starczy już szarpania się
starczy już
starczy
pewnie znów tylko na jakiś czas
a potem wszystko zacznie się od nowa
nie wierzę już w poprawę losu
jedni skazani się na sukces a inni na przegraną
tak to już było, jest i będzie się powtarzało nie raz nie dwa
i albo się z tym pogodzę, albo się wykończę
wciąż jeszcze nie chcę się z tym pogodzić, ale sił już mi brakuje i wiary, nadziei i tej no... miłości
zakładka
wkurzona jestem tak bardzo, że - póki co - nawet pisać mi się nie chce :(
ząb mnie na dodatek boli kiedy gryzę i to trzonowy, a zbliża się czas orzechowo-piernikowy :(
więc przestaję gryźć w znaczeniu dosłownym, ale w przenośni to nie przestanę chyba nigdy i jeszcze nieraz ugryzę coś/kogoś w samo sedno ;)
se dno to wiadomo dno w se
zakładka
Nie ma sposobu na nieuleczalne smutki :(
choćby się chciało je:
wyrzucić - wracają jak bumerangi
zakopać - rosną większe
przysypać - z pierwszym wiatrem znów wylezą na wierzch
poćwiartować, to każda ich część będzie krwawiła
nie ma sposobu
zakładka
Macie pojęcie jak niewiele kobiecie potrzeba do szczęścia?
Nawet bardzo wkurzające rzeczy, takie jak ludzka podłość i zawiść nie są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.
Jednak coś mnie w tym niepokoi, bo jeśli mnie nic nie wkurza, to może szykuje się większa burza, a to co jest w tej chwili we mnie, to tylko cisza po której nastąpi ulewa i grzmoty.
zakładka
idzie ku lepszemu...
albo i nie, ale chcę w to wierzyć...
w to, że w końcu karta się odmieni...
czasem trzeba dotknąć dna, aby się odbić
a wkurza mnie znów to, że rok akademicki w jednej z polskich uczelni przeniesiony został bez ważnego powodu z drugiego października na pierwszy czyli...
studenci pójdą po indeksy w NIEDZIELĘ!
jakoś mi to nie pasuje...
zakładka